czwartek, 1 listopada 2018

Tatry Wysokie: Kościelec


Data wyprawy: sobota, 13. 10. 2018 r.
Wysokość szczytu: 2155 m. n.p.m.
Trasa: 18,4 km łącznie z wyjściem i dojściem do parkingu w Kuźnicach
Punktacja GOT : 30

Tabela - Propozycja wypełnienia książeczki GOT


Lp Trasa wycieczki Nr grupy górskiej Pkt.GOT Uwagi
1Kuźnice - Schronisko PTTK na Hali Gąsienicowej T.0210
2Schronisko PTTK na Hali Gąsienicowej - Czarny Staw Gąsienicowy T.013
3Czarny Staw Gąsienicowy - Przełęcz Karb T.013
4Przełęcz Karb - Kościelec T.014
5Kościelec - Przełęcz Karb T.011
6Przełęcz Karb - Zielony Staw Gąsienicowy T.011
7Zielony Staw Gąsienicowy - DwoiśniakT.011
8Dwoiśniak - Schronisko PTTK na Hali Gąsienicowej T.011
9Schronisko PTTK na Hali Gąsienicowej - KuźniceT.026
RAZEM30


Dawno mnie w polskich Tatrach Wysokich nie było. Końcem październikowego urlopu wybrałam się na pobliską Wielką Raczę. Brakowało mi jednak totalnej wyrypy w "porządnych" górach:)  Gdy tylko pojawiła się taka okazja wyjazdu ze znajomymi, nie zwlekałam z decyzją. Pogoda cały tydzień była przepiękna, więc grzech by było siedzieć w domu. 
Wyruszamy z Żywca dosyć późnawo jak na wypad w Tatry, bo o 7 rano. Po około dwóch godzinach dojeżdżamy do Zakopanego. Dosyć długo szukamy miejsca parkingowego w Kuźnicach, a jeszcze dłużej oczekujemy w kolejce po bilet do TPN (koszt parkingu 20-25 zł, bilet do Parku 5 zł). 
Startujemy więc dopiero ok. 11, dosyć  żwawo, żeby zdążyć zejść przed zachodem słońca.




Powodem, dla którego unikałam wyjść w Tatry od polskiej strony był niezwykle nasilony w ostatnich latach ruch praktycznie na każdym ze szlaków. A ja, wychodząc poobcować z przyrodą, życzyłabym sobie niemal by być z nią sam na sam. 
Tak też nie stało się i tym razem. Ostatni przepiękny weekend października ściągnął w Tatry całe rzesze turystów. Pod kolejką na Kasprowy było zatrzęsienie ludzi. W stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego na niebieskim szlaku także. Żałowałam przez moment, że nie wyjechaliśmy dużo wcześniej, jak niegdyś, czyli np. o 3 nad ranem. Ale na szczęście były momenty, żeby zrobić sobie fotkę i nie złapać na niej ludzi.  
Szlak do Gąsienicowej nie jest wymagający, niewielkie przewyższenia. Droga kamienista, wygodna do przejścia.





Powoli  dochodzimy do Hali Gąsienicowej.





Hala jak zwykle przepiękna, tu znajduje się, oczywiście poza Kościelcem, gwóźdź programu, mój ulubiony Czarny Staw Gąsienicowy! 
Tu dobre pół godzinki odpoczywamy, jemy i delektujemy się piwkiem. Nabieramy sił, bo to co nas czeka za niedługo,  wcale śmieszne się nie wydaje;) 

Pięknie nad Gąsienicowym prezentują się dziś Granaty.


"Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie
lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie..."
                        





Po regeneracji zaczynamy się wspinać. Przelewek tu już nie ma. Jest spore przewyższenie i tak praktycznie utrzymuje się do samej Przełęczy Karb.


"Jest takie gniazdo: bez dna.
W gleb się tam wrasta z drzewem
i jeszcze głębiej: ze skałą.
Oddech nie powietrzem, ale chwałą.
Tatry: bez dna. 

Bez wieka.
Ptakiem, obłokiem, wiatrem,
oszczepem zielistym smreka,
turnią, co drzewo liże,
i niebem, które jest bliżej,
wylatuje się w bezmiar człowieka.
Tatry. Bez wieka."
                                                                            


Poniżej sylwetka Kościelca, kształtem przypomina z oddali taki polski K2. Trudno pomylić go przez to z innym szczytem.  Tworzy jedyny w swoim rodzaju górujący nad Czarnym Stawem stożek. Ma wysokość 2155 m. n. p. m.  
Jest ok. 13, a my dochodzimy właśnie do Przełęczy. Tutaj żarty się kończą. Teraz rozpoczyna się prawdziwa walka:) Znajduje się tu nawet tabliczka ostrzegawcza, informująca turystów o tym, iż szlak ten jest technicznie bardzo trudny i że należy uważać na spadające kamienie... Ciekawe co to będzie...


A tą Przełęcz właśnie pokonaliśmy.
 




Cudowna ta Dolina Gąsienicowa.



Idziemy wytrwale. Szlak na Kościelec nie jest zabezpieczony żadnymi łańcuchami ani klamrami (szkoda, bo miejscami bardzo by się przydały, zwłaszcza podczas schodzenia). Większość szlaku z Przełęczy na Kościelec nie jest aż tak wymagająca, ale jest też kilka fragmentów, które do łatwych zaliczyć nie można. Jeszcze do góry nie jest źle, ale oczyma wyobraźni kreślę w głowie "jak ja np. zejdę z tej ściany, skoro tak ciężko było się tu wdrapać? Hmm..."
Na pewno odpuściłabym sobie ten szczyt podczas deszczu. Z całą pewnością mogę także przyznać, że  obok Granatów jest to trudniejszy szlak jakim do tej pory dreptałam.
Warto przypomnieć, iż to właśnie w tym rejonie ( Mały Kościelec) zginął wybitny polski kompozytor i dyrygent, Mieczysław Karłowicz. Ku jego pamięci, Wojciech Killar skomponował poemat symfoniczny pt. "Kościelec 1909"--> https://www.youtube.com/watch?time_continue=99&v=u1iuvGqAAaU


Hurra!;)  W okolicach 14:30 docieramy na szczyt!
Turystów tu dosyć sporo, albo to takie wrażenie, gdyż wierzchołek Kościelca do rozległych nie należy. Usadawiamy się gdzieś między skałkami, zachwycając się cudownymi widokami. Z racji mojej dłuższej przerwy od Tatr Wysokich, mam podobne odczucie dziwnych zawrotów głowy, identyczny jaki przechodziłam podczas mojej pierwszej tatrzańskiej wycieczki na Zawrat.





Po półgodzinnym zachwycie tatrzańskimi krajobrazami, powili zaczynam oswajać się z myślą, że trzeba schodzić i jak to będzie w tym a w tym miejscu, jak to tak dosyć nieciekawie wyglądało już podczas wejścia :P
Dla zapalonych taterników szczyt ten nie będzie oczywiście żadnym wyzwaniem, ale z ręką na sercu przyznam, że przy schodzeniu, dokładnie w trzech miejscach widziałam swoje lądowanie do Czarnego Stawu i  swoje wieczne tam odpoczywanie. ;-0
Trzy płyty skalne dały mi solidnie w kość!



Schodzimy punkt 15, więc wchodzących turystów jak na lekarstwo, co znacznie ułatwia nam "pracę w skale".



Jestem już spokojniejsza gdy docieramy z powrotem do Przełęczy Karb. Tu odbijamy w lewo na niebieski szlak, prowadzący do Zielonego Stawu Gąsienicowego. Szlak ten jest wyłożony kamiennymi stopniami, przez co zejście jest bardzo wygodne.



Bardzo urocze miejsce ten Zielony Staw w promieniach zachodzącego słońca.  Dziś pogoda była jak na zamówienie, bardzo żałowałam, że nie zabrałam na przebranie krótkich spodenek.  Teraz jednak ok. 17 robi się już dosyć chłodnawo.



Słońce już powoli chowa się za Tatrami. My wprost idealnie docieramy do Kuźnic. Jest ok. 18 i prawie zapada zmrok. Udało się zachować takie ramy czasowe jakie zaplanowaliśmy.  Końcówka szlaku to jakaś dziwna, bardzo niewygodna kostka, a nasze stopy do wypoczętych dziś nie należą i każdy krok po niej sprawia ogromy ból. Z tego co obserwuje wielu turystów ma ten sam problem i wszyscy zamiast szeroką, utwardzoną drogą wolą iść poboczem.


Dzisiejsza tatrzańska wyprawa, nie należała na pewno do łatwych w mojej górskiej karierze. Ale im coś trudniej się zdobywa tym lepiej potem smakuje. Tak też i było z Kościelcem:) Mimo krytycznych momentów, jestem zachwycona tym wejściem. Zakwasy miałam jak fiks, trzymały mnie tydzień i dzięki nim przypominałam sobie jak super było wzbić się na szczyt tak majestatycznej góry! Gorąco polecam tą trasę, aczkolwiek takim jak ja, przeciętym turystom tylko i wyłącznie podczas pewnej, słonecznej pogody.