wtorek, 19 lutego 2019

Tatry Wysokie: Chata Téryego


Data wycieczki: 16 luty 2019 r.

Trasa: Kalkulator szlaku
Punktacja GOT: Punktacja GOT


Wycieczka do Schroniska Téryego (2012 m.n.p.m.) wypadła zupełnie spontanicznie. W dosyć kameralnym gronie, wyjeżdżamy z Żywca ok. 6 rano w kierunku słowackiego Starego Smokowca. Około 9:30 jesteśmy na miejscu. Pogoda w ten lutowy weekend jest przepiękna, więc mamy lekki problem ze znalezieniem miejsca parkingowego, jednak po długich poszukiwaniach udaje się w końcu zaparkować (koszt ok. 6 EUR) i wyruszyć zielonym szlakiem w kierunku Hrebienioka, a następnie do położonego na wysokości 1475 m. n. p.m. Schroniska Zamkovskiego.

Do   Schroniska Zamkovskiego trasa praktycznie bez podejść.
Dzisiejszy dzień przyciągnął w te rejony masę skiturowców, spacerowiczów oraz miłośników wspinaczki ( trasa to popularny punkt startowy udających się na Lodową Przełęcz oraz Czerwoną Ławkę). Ja jednak odpuszczam zdobywanie poważnych  tatrzańskich szczytów zimą.  Dzisiejsze 2012 m. n. p.m. wystarczy mi w zupełności. Nie mam doświadczenia oraz odpowiedniego sprzętu ( czekan, dobre raki) aby się na to porywać, choć niewątpliwie Tatry zimą mają niesamowity urok. Nie ukrywam, że też nie dążyłam nigdy do tego, aby się w takowy sprzęt zaopatrzyć, chyba to spowodowane jest tym, że moja miłość do Tatry i gór ogółem ma swoje granice, albo nadzwyczajnie w świecie nie umiem pokonać swojego strachu? ;)


Poniżej mostek nad Małą Zimną Wodą.


Jest tak ciepło, że niektórzy rozbierają się do krótkiego rękawka. Mimo wysokiej temperatury, śnieg w tej części Tatr jest  dobrze utwardzony. Docieramy w końcu do pierwszego schroniska. Muszę przyznać, że w środku jest przepięknie!




Najbardziej urokliwe z całego schroniska  okazało się okienko. Gęsto przyozdobione kwiatami ( rozpoznałam tylko hiacynty) oraz ciekawą zasłoną. Prawie jak u babci ;-) Całość zdobi kapitalny widok na ośnieżone Tatry. Fajnie by było mieć takie okno w domu :)


Z tego miejsca mamy jeszcze niecałe dwie godziny marszu.


Początkowo trasa wiedzie podobnie jak wcześniej, po płaskim, jednakże to przed czym stajemy później, sprawiło, że miny nam zrzedły na poważnie :P


Zbierając  się w popłochu, oczywiście, że musiałam czegoś zapomnieć. Okularów przeciwsłonecznych! Także do niemal każdej foty, pożyczam, coby  nie wyglądać na zdjęciach jak Chinka ;-)




I nasze katorżnicze podejście do Chaty Téryego właśnie tu ma swój początek.


Ciśniemy ostro!


Widząc tragarza niosącego do schroniska artykuły pierwszej potrzeby, staram się nie narzekać na swoje położenie.


Chłopaczek robi częste przerwy, w sumie nie ma się co dziwić. Nasze bagaże są znacznie lżejsze, a podobnie jak on często łapiemy oddech. Podejście jest bardzo strome. W niektórych momentach bez raków byłoby ciężko.


Niemal godzinę z hakiem wychodzimy pod górę. Starałam się nie oglądać za siebie podczas wchodzenia, bo byłam lekko przerażona, ale kiedy już się wygrało z tą trasą czuję ogromną satysfakcję.  Najgorsze co mnie jeszcze czeka to krok nad  szczeliną, ale po zebraniu się w "kupę" w końcu się udaje. Trochę także nasza pomoc przydaje się narciarce, której w tą niewielką przepaść odpadła jedna narta. Niby niewielka ta szczelina, ale spadając tam nieźle można byłoby się poturbować.
  





Potem  idzie już coraz lepiej. Do schroniska zostało ok. 15 min. dosyć stromego podejścia. Jak widzę z jaką szybkością i na jakim niebezpiecznym terenie szusują tu narciarze, to naprawdę czapki z głów... Mnie nigdy na taką brawurę nie będzie stać ;P


Cień wielkiej góry i ja:)


W końcu zza zakrętów, przewyższeń, wynurza się Chata - cel dzisiejszego wędrowania, przez wielu turystów nazywana Terinką.


Większej satysfakcji z dotarcia tutaj nadaje fakt, iż jest to najwyżej położone schronisko w  Tatrach czynne cały rok ( Schronisko pod Rysami czynne jest tylko latem). Chata powstała w 1899 r., a wszystkie elementy niezbędne do jego budowy były transportowane tak jak robił to wspomniany wcześniej tragarz, na plecach. 
Chata została nazwana na cześć węgierskiego "lekarza biedaków", Edmunda Téryego. Mieszkając na terenie Słowacji, znacznie przyczynił się do rozwoju tatrzańskiej turystyki ( kilka szczytów zdobył jako pierwszy). 



Podziwiać stąd można Lodowy Szczyt,  Łomnicę oraz Pośrednią Grań.


Po sesji zdjęciowej wchodzimy do środka. Turystów pełno, ale udaje się do kogoś dokooptować. Na dzisiejszą wyprawę nie zabrałam dużo jedzenia, a po tej wspinaczce zrobiłam się nieziemsko głodna. Wybór słowackich smakołyków w Chacie spory, a co najlepsze, można płacić polskimi złotówkami ( 1 EUR= 5 zł). Biorę coś rozgrzewającego, słowacką zupę- polewkę z kapusty.  Miałam jeszcze ochotę na symboliczne piwko w  nagrodę, ale na stanie były  tylko 11 %, więc żeby jeszcze wrócić do domu, wolałam nie ryzykować :P
Zupa może  nie wyglądała zbyt ładnie, ale była naprawdę pyszna!


Za schroniskiem rozlega się widok na Dolinę Pięciu Stawów Spiskich.


Poniżej rzut na Dolinie Małej Zimnej Wody.
Po półgodzinnym odpoczynku w Chacie, przyszedł czas na powrót. Udajemy się dokładnie tą samą trasą, którą przyszliśmy. Teraz z górki gorzej się schodzi, bo śnieg bardziej stopniał, ale mimo tego, w mig znajdujemy się na dole. Całość wycieczki zajęła nam dokładnie 7 godzin. 
Jestem bardzo zachwycona tą wędrówką, pogodą, spotkanymi ludźmi. To była naprawdę jedna z lepszych wypraw w Tatry ostatnich lat ! :)

Update: Tydzień później w tym rejonie zeszła lawina, zabijając jedną osobę.
https://tatromaniak.pl/aktualnosci/tragedia-w-tatrach-nie-zyje-mezczyzna-przysypany-przez-lawine/