wtorek, 23 czerwca 2020

Tatry Zachodnie: Trzydniowiański Wierch- Kończysty Wierch- Starorobociański Wierch


Data: 06.06.2020

Przebieg szlaku: Kalkulator szlaku

Zapewne bieżący rok zapamiętany będzie przez wszystkich na długie lata, a może i na zawsze. Rok globalnej pandemii wirusa Covid-19, rok licznych organiczeń, noszenia maseczek, zakazów. Jeden z najbardziej dotkliwych zakazów dla miłośników obcowania z naturą, był zakaz wychodzenia, wyjazdów w góry, do parków narodowych, spacerowania w celach rekreacyjnych. Przez kilka miesięcy dozwolone było wychodzenie z domu w ramach pilnych potrzeb życiowych.
Niektóre obostrzenia poluzowano dopiero końcem maja. Z wielką radością wraz z moją niezawodną górską paczką przygotowaliśmy kilka wariantów wypadów w pierwszy dostępny słoneczny weekend. Pierwotnie miały to być Pieniny, ale ostatecznie wybór padł na Tatry Zachodnie i niezdobyty jak do tej pory przez żadnego członka naszej paczki- Starorobociański Wierch 2176 m.n.p.m.


Z racji tego, że jedna z uczestniczek zaspała, wyruszamy troszkę poźnawo jak na dojazd do parkingu na Siwej Polanie. Warto podkreslić, że nie jedziemy jak zawsze, przez Słowację ( zamknięte granice), tylko przez Zawoję. Ale nie wyszło czasowo to jakoś źle:) Na parking docieramy niewiele po 9. Udaje się nam załapać na ciuchcię, która kursuje co jakiś czas przez Chochołowską na odcinku 4 km. Koszt tej przyjemności to 7 zł. Co prawda to był nasz pierwszy raz kiedy korzystamy z mechanicznych środków lokomocji w górskiej wędrówce, jednakże mając dziś przed sobą niemal 30 km trasy, 3 szczyty do zrobycia oraz późną  godzinę startu, raczej nie mamy chwili zawahania, żeby z tej opcji skorzystać.
Pogoda jest poprostu bajeczna! Po zatrzymaniu się naszego wozu z wielką radością ruszamy dalszą trasą, odbijając potem w lewo czerwonym szlakiem prowadzącym na Trzydniowiański Wierch. Wyjścia na ten szczyt nie będe już opisywać, gdyż byłam tam na ostatniej przed tą wycieczce w Tatrach, z tym, że w warunkach zimowych. Dzisaj, po obfitych opadach deszczu początek tego szlaku to ogrom błota, lecz im wyżej, tym jest już całkiem przyzwoicie.


Ze wszystkich trzech dzisiaj szczytów, które zdobyliśmy, to właśnie wejście na Trzydniowiański przysporzyło najwięcej trudu. Trzeba cisnąć ostro schodkami w góre... Ale za to widoki wynagaradzają wszelkie trudy. Robimy kilka postojów, w tym jeden dłuższy na Polanie Trzydniówce. Turystów jest sporo, jednak im bliżej Starorobociańskiego tym ich mniej. Na kazdym ze szczytów, Trzydniowiańskim oraz Kończystym robimy konkretne przerwy na uzupełnienie energii i zebranie sił oraz oczywiście fotki.


Z Trzydniowiańskiego na Kończysty Wierch trasa wynosi ok. 40 min, szlak jest bardzo szeroki dobrze przygotowany. Kończysty Wierch ma 2003 m.n.p.m. Inna nazwa tego wierzchołka to Kończysty nad Jarząbczą.
W oddali cel dzisiejszej wędrówki.


Z Kończystego na Starorobociański czerwonym szlakiem wędrujemy ok 40 min. Szlak ten biegnie wzdłuż granicy polsko- słowackiej.  Gdzieniedzie zalega jeszcze śnieg, który w Tatrach sypał całkiem niedawno i to w dosyć obfitych ilościach. Jednakże do przejscia tych zaśnieżonych partii nie są potrzebne raki, ponieważ płaty te bierze już odwilż.



Okolo godziny 14 docieramy na szczyt. Starorobociański Wierch to jeden z najwyższych szczytów Tatr Zachodnich. Swoim kształtem przypomina piramidę. Nie jest zalesiony, poniżej szczytu gdzieniegdzie znajdziemy obszary porośnietę kosodrzewiną. Szczyt jest zbudowany ze skał krystalicznych.  Jego nazwa wywodzi się od słów "stara robota" ( oznaczająca nieczynne wyrobiska rudy żelaza, którą tutaj wydobywano od XVI w.). Wierzchołek to grań, jednakże jest dosyć szeroka, bez problemu każdy znajdzie tam miejsce na odpoczynek w samotności czy też w wiekszym gronie.


Z Wierchu można podziwiać przepiękna, rozległa panoramę Tatr Wysokich oraz Zachodnich. Cudownie prezentuje się stąd Bystra, Błyszcz oraz Ciemniak.





Po solidnym odpoczynku ruszamy w podróż powrotną. Zejście jest dosyć strome i monotonne, nie wyobrażam sobie wspinać się pod tą ścianę:D Schodzimy w kierunku Siwego Zwornika oraz Siwej Przełęczy, skąd wiedzie też szlak na Ornak. Odwracając głowy i podziwiając stąd szczyt Starorobociańskiego wpadamy z zdumienie, że go zdobyliśmy, gdyż od tej strony wyglada jeszcze bardziej stromy, majestatyczny i wielki.
Po zejściu na Siwą Przełęcz zaczynają nadciągać groźnie wyglądające chmury, jednakże na szczęscie nic z nich złego nie wynikło.
Mamy przed sobą jeszcze dobre ponad 4 godz. zejścia...


Oj, dłuży się to schodzenie dłuży, ale pogoda jest na powrót taka piekna, że aż nie chce się żeby słońce zaszło. A zbliża się już 19 i delikatnie zaczyna się chować za górami. Maszerujemy długo i chyba wszyscy z utęsknieniem czekają aż dotrzemy do parkingu. Czujemy solidne zmęczenie, skóra piecze od słońca ( mimo stosowania kremów, zawsze znajdzie sie jakies miejsce o którym się zapomni), długość szlaku i trud podejśc, dają się we znaki. Ale dzielnie walczymy do końca. Na ciuchcię już niestety nie udaje się nam załapać ( kursuje do 17, czasem dłużej), więc nie ma wyjścia, trzeba dreptać ile sił:) Około 20 wytyrani docieramy do samochodu.
Teraz za bardzo nie mamy na tyle entuzjazmu, żeby się radować wycieczką, ale w głebi serca kazdy jest przeszczęsliwy. Nic tak nie poprawia samopoczucia jak wybranie się w góry po długiej przerwie.:)